Lost był wkurzający od małego, ale dziś pobił sam siebie. Nawrzeszczałam na niego, prawie go zabiłam, ale oczywiście on nic sobie z tego nie robi. Nie wie, że jesteśmy w niebezpieczeństwie, nie obchodzi go to. Możemy zginąć, pewnie, to nie była jego wina! Nie!
- Jesteś draniem. Nie znajdę innego, lepszego określenia. To pasuje do ciebie idealnie. - Warknęłam. Głos miałam przesączony nienawiścią. W tamtym momencie byłam pewna, że zaraz eksploduję.
- No i co z tego? Ja cię nie wyzywam, a mam więcej powodów do złości niż ty. - Odparł beztrosko. Zacisnęłam zęby. Z moich ust posypał się stek, stłumionych przekleństw. Raz czy dwa uderzyłam Lost'a.
- Przestań już mnie bić i tak nic nie czuję. Lepiej rozejrzyjmy się nad jakimś miejscem...
- CO?! Przecież... - zamknęłam oczy i zaczęłam głęboko oddychać. Chciałam się uspokoić, ale obok Lost'a było to niemożliwe. - Lost, dosłownie dziesięć minut temu powiedziałam dokładnie to samo. Odparłeś, że nie ma sensu, powinniśmy iść dalej, wzdłuż tej rzeki. - Wskazałam głową na błękitną taflę wody.
- Być może, ale w moich ustach te słowa brzmią lepiej. - Wzruszył ramionami. Spojrzałam na niego z politowaniem, ruszyłam przodem.
Dzień powoli dobiegał końca, słońce chowało się za chmury rzucając na ziemię ostatnie promyczki nadziei. Przyszedł zmierzch, zasiewając grozę oraz niepewność. To właśnie zmierzch zwiastował nadejście nocy, a noc wiązała się ze śmiercią.
- Magiczny krąg życia. - Mruknął Lost. Znów podsłuchał moje myśli! Kretyn.
- Jak zwykle niczym się nie przejmujesz, hm? Taki odważny... - zacmokałam z dezaprobatą. - Uważaj, bo w nocy przyjdzie straszny potwór i cię pożre! - Lost zatrzymał się natychmiast. Spiorunował mnie wzrokiem, odruchowo cofnęłam się kilka kroków.
- Lost, przepraszam... - w moich oczach pojawiły się łzy.
- Najpierw pomyśl, potem mów. - Odrzekł chłodno. Teraz on prowadził.
Nie powinnam wracać do tej historii, to był cios poniżej pasa. A on był taki szczęśliwy...
- PRZESTAŃ! - nocną ciszę przeciął krzyk przepełniony bólem. Zaczęłam myśleć o czym innym, nie wracałam do tego.
***
Obudziłam się w jakiejś jaskini. Słońce było już wysoko na niebie.
- Dzień dobry. - Uśmiechnęłam się szeroko.
- Jak dla kogo. - Odpowiedział mi spokojny głos. Wyszczerzyłam się jeszcze szerzej, po czym przeciągnęłam się.
- Vivienne, zostańmy tu. - Usłyszałam cichutki szept. Zmarszczyłam brwi.
- No dobrze, ale co cię skłoniło do tej decyzji?
- Nie wiem, tak jakoś... - odrzekł jeszcze ciszej. Cóż, chyba nikt go nie zrozumie, ale ja postaram mu się pomóc.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz