Dołącz do naszego stada! Już niebawem konkurs na Bethę!

piątek, 5 lipca 2013

Od Liliany

Biegałam po nieznanych mi terenach.
Sama nie wiem skąd się tu wzięłam.
Plus do tego byłam bardzo głodna.
Udało mi się znaleźć małe jeziorko.
Napiłam się trochę wody i usiadłam przy nim.
Nagle zobaczyłam czyjś cień.
Odwróciłam się i zobaczyłam lwicę.
(Vivienne dokończ)

Od Nesheri

Popadłam w zamyślenie.
- Chciałabym być zielarką. - powiedziałam. - Jestem świetną szamanką i znam wiele eliksirów. Wiem oczywiście gdzie szukać do nich składników. - opowiedziałam o moich umiejętnościach.
- Dobrze, masz to stanowisko. - rozpromieniła się.
- Dziękuję. - szepnęłam i szłam dalej za lwicą.
- A ty masz jakiś skrót od imienia? - zapytała nagle.
- Oczywiście Heri. - uśmiechnęłam się.
<Vivi?>

czwartek, 4 lipca 2013

Od Vivianne

Zaśmiałam się cicho.
- Oczywiście, że tak. Lost nazywa mnie Vivi. - Uśmiechnęłam się serdecznie do lwicy.
- Och, to cudownie. - Udała, że ociera pot z czoła.
- A jakie ty nosisz imię? - spytałam szeptem.
- Nesheri. - Uścisnęłyśmy sobie łapy.
- Jakie stanowisko chcesz objąć w Stadzie? - zapytałam. Szłyśmy w stronę pustych jaskiń, Nesheri musiała gdzieś spać!

<Nesheri?>

Od Mheetu

Kilku dniowa wycieczka dobrze mi zrobiła. Odpocząłem od wszystkich, miałem święty spokój. No ale niestety wiecznie tak pięknie być nie może, musiałem wracać do stada.
Wszedłem do rodzinnej jaskini, zauważyłem w niej mamę, która siedziała ze zwieszoną głową.
- No hej, wróciłem. Co jest?
- Witaj Mheetu.
Lwica wstała i podeszła do mnie.
- Mamo, co się stało?
- Ojciec nie żyje...
- Co?
Nie mogłem w to uwierzyć, zaledwie cztery dni temu jeszcze z nim rozmawiałem.
- Ale był chory, ze starości...
- Został zabity.
- Kto ro zrobił?!
- Ahsoka...
- Co? Chyba żartujesz.
- Nie...
- Ona by tego nie zrobiła, znam ją. Kochała ojca. Nie wierzę w to.
- Też bym chciała w to nie wierzyć, ale dowody mówią same za siebie.
- Jakie dowody?
Matka mi wszystko wytłumaczyła co stało się tamtego dnia.
- Wygnaliście ją?!
- Tak...
- Jak mogłaś na to pozwolić?! To twoja córka!
Wyszedłem z jaskini.
- Gdzie idziesz?
- Znaleźć Ahsoke i z nią pogadać. Dojdę do tego kto to zrobił, bo wiem, że to nie ona.
- Ale Mheetu...
Pobiegłem szukać swojej siostry. Nie mogłem dopuścić do siebie tej myśli, że to właśnie ona mogła zabić ojca.
***

Wędrowałem przez wiele dni, aby znaleźć Ahsoke. Niestety poszukiwania nie dawały rezultatu. Nigdzie ani śladu mojej młodszej siostry. W pewnym momencie zwątpiłem, czy ona w ogóle jeszcze żyje. Któregoś wieczoru wędrowałem wzdłuż jakiejś rzeki, byłem zmęczony, więc postanowiłem położyć się i odpocząć. Po chwili usłyszałem szelest wśród otaczających mnie traw. Nagle wskoczyła na mnie jakaś lwica. Momentalnie powaliłem przeciwniczkę.
- Ahsoka...?
- Mheetu...?
Puściłem lwicę.
- W końcu Cię znalazłem.
- Ale co ty tutaj robisz?
- Szukałem Cię, nie wierzę, że ty byś zabiła ojca.
- Dzięki, że tak uważasz....
Przytuliłem ją.
- Wszystko z tobą w porządku?
- Tak, dzięki, że się martwisz.
- Ta rzecz się nie zmieniła, zawszę będę się o Ciebie martwił.
Lwica się uśmiechnęła. Po chwili znów usłyszałem szelest. Przybrałem pozycję gotową do walki. Zza traw wyszedł jakiś lew. Chcąc bronić siostry naprężyłem się do skoku.
- Mheetu! Nie!
Lwica na mnie wskoczyła.
- Ahsoka! Co ty wyprawiasz?!- Krzyknąłem na nią, a lew patrzył się na nas.
- To Lost. Jego siostra ma stado.
Zepchnąłem Ahsoke z siebie i stanąłem naprzeciw lwa.

<Lost?>

Dwa nowe lwy! Oto Kopa oraz Liliana


Imię: Kopa
Płeć: Lew
Wiek: 4lata
Stanowisko: Dowódca Obrońców
Charakter: Cichy, stanowczy, tajemniczy, odważny, pomocny, mądry, inteligentny i miły.
Moce: Niewidzialność, włada nad żywiołem ziemi.
Czyta w myślach, potrafi wypatrzeć niewidzialnego lwa.
Partner: nie wie czy znów się zakocha, po stracie.
Potomstwo: brak
Rodzina: Pewnie zginęła. ale ma nadzieje,że jego córka jeszcze żyje.
Historia: Kopa jako młody lew zgubił się podczas polowania rodziców.
Nie mógł trafić do domu i błąkał się po wszystkich możliwych pustkowiach i Sawannach.
Często był na skraju śmierci, ale zawsze jakoś udało mu się przeżyć.
Rodziców prawie w ogóle nie znał, pamięta tylko szmaragdowe oczy matki.
Wie ,również ,że miał siostrę.
Na swojej drodze wiele razy spotykał lwice i inne lwy.
Nigdy nie dołączył do żadnego stada.
Ale pewnego razu spotkał piękną lwicę Dolphy.
Zakochał się w niej od pierwszego wejrzenia.
Po pewnym czasie dołączyli do stada i zostali parą.
Dolphy wybrano na samicę beta, jak i Kopę.
Oboje byli bardzo szczęśliwi i nim się obejrzeli mieli już córkę.
Dość szybko bo oboje mieli w tedy po 2 lata.
Niestety gdy Kopa był na sprawdzaniu terenów na wschodzie.
Z zachodu przyszło stado wrogich lwów.
Zabiły wszystkich ,którzy tam byli.
Gdy Kopa wrócił do stada, zastał tylko pełno krwi i ciała.
Nie znalazł jednak szczątek swojej córeczki.
Szukał jej całe dnie i noce.
Aż w końcu dotarł na te ziemię. Zajęło mu to dwa lata.
Więc pewnie jego córka jest już dorosła.
Ma nadzieję ,że kiedyś ją odnajdzie.
Ale jak na razie znów się ustatkował.
Nie lubi nikomu opowiadać o tym.
Właściciel: wikas


Imię: Liliana(dla przyjaciół Lily)
Płeć: Lwica
Wiek: Pół roku
Stanowisko: Lwiątko.
Charakter: Miła, szybka, zwinna, kcochana, zabawna, przyjazna, towarzyska,rozbrykana.
Moce: nie odkryte
Partner: za młoda.
Potomstwo: brak
Rodzina: Zginęła, przybrana matka Vivienne.
Historia: Nie pamięta za dużo.
Właściciel: wikas

Nowy lew! Powitajmy Mheetu!


Imię: Mheetu
Płeć: Lew
Wiek: 5 lat
Stanowisko: Wojownik
Charakter: Mheetu jest miły, ale potrafi pokazać swoje białe zęby i ostre pazury. Na ogół spokojny, lubi posiedzieć w samotności i przyglądać się otaczającemu go światu. Zawsze pomocny, można na nim polegać.
Moce: Super siła i szybkość. Blokada mocy innych. Czytanie w myślach. Jad w pazurach.
Partner: Brak
Potomstwo: Brak
Rodzina: Ojciec nie żyje, ma siostrę Ahsoke
Historia: Razem z Ahsoką mieszkali razem w dużym stadzie. Pewnego dnia wyruszył na wycieczkę, nie było go kilka dni. Gdy wrócił został poinformowany iż jego ojciec nie żyje i, że jest to sprawka Ahsoki. Nie mógł w to uwierzyć, więc postanowił odnaleźć siostrę i dowiedzieć się wszystkiego.
Właściciel: Wista111

Od Lost'a

- Nie - burknąłem. Odwróciłem się do niej tyłem i zacząłem rozglądać się po okolicy. 
Na niebie nie było żadnej chmurki, wiatr mierzwił mi lekko grzywę, a słońce piekło niemiłosiernie. Musiałem zmrużyć oczy. 
- Długo jeszcze? - westchnąłem zrezygnowany. Odpowiedziało mi ciche warknięcie. Świetnie, to sobie tu jeszcze posiedzę. Ułożyłem się wygodnie w jakimś cieniu i dosłownie na chwilkę zamknąłem oczy... 


<Shaunee?>

Od Vivianne

- Zabawny jesteś - skwitowałam z figlarnym uśmiechem.
- Tylko ci się tak wydaje. - Odparł z poważną miną. Chwile mierzyliśmy się spojrzeniem, ale długo nie wytrzymaliśmy. Wybuchnęliśmy śmiechem.
- Force, opowiesz mi coś o sobie?
- Och, pewnie. Jestem lwem, mam 4 lata i zadaję się z nieokiełznaną lwicą. Wystarczy?
- Ha ha ha, śmieszne. - Wywróciłam teatralnie oczami. - Ja się pytam serio, serio. Opowiesz czy nie?

<Force?>

Od Nesheri

Był środek nocy. Szłam ścieżką usłaną stokrotkami. Noc była gwieździsta i ciepła. Nagle przed moimi oczyma ukazała się inna lwica. Chyba w ciemności mnie nie zauważyła, bo pobiegła dalej. Postanowiłam biec za nią. Lwica nie męczył się wcale, co było dla mnie trudnością. W końcu postanowiłam ją zawołać.
- Stój ! - krzyknęłam. Lwica jak sparaliżowana ustała i wpatrywała się we mnie. Nagle zniknęła i pojawiła się za mną.
- Nie krzycz, bo wszystkich obudzisz. - szepnęła.
- Jakich wszystkich ? - zapytałam i przyjrzałam się jej bliżej. Była większa ode mnie, ale to nie jest nowość. Miała pogodny wyraz twarzy. Nie wyglądała na taką, co czytałaby w myślach, ale nie ryzykowałam. Zablokowałam je.
- Stado. Jesteś na ziemi Pridelands. - szeptała.
- Stado, powiadasz ? A mogę dołączyć ? - rozpromieniłam się.
- Tak. Nazywam się Vivianne.
- Wow. A jest jakiś skrót od twojego imienia ?
(( Vivianne ))

Od Shaunee

Udałam, że odetchnęłam z ulgą. Lew spojrzał na mnie z politowaniem.
-Więc przy tobie mogę być wredną jędzą, a przy twojej siostrze słodkim koteczkiem?-zapytałam. Lost zaśmiał się.
-Tak, właśnie tak-odparł. Wywróciłam oczami. Szliśmy dalej. Po chwili ujrzałam stadko zebr. Prędko wypatrzyłam najmniejszą sztukę i zaatakowałam ją. Reszta uciekła.
-Myślałem, że idziemy do Vivianne-powiedział Lost, unosząc brwi. Wzruszyłam ramionami.
-Przerwałeś mi posiłek-powiedziałam i zabrałam się do jedzenia. Lew stał, niecierpliwie przebierając łapami.
-Chcesz trochę?-zapytałam, lekko zirytowana.

<Lost?>

Od Force'a

Uśmiechnąłem się i posłusznie zszedłem z jej łap.Obróciłem się do niej tyłem z triumfalnym uśmieszkiem na pysku,kiedy poczułem ciężar na plecach.I znowu leżałem.A ojciec mówił,żebym nie lekceważył żadnego przeciwnika...
-Ha!-Vivianne wyprężyła się dumne stojąc nade mną.
-Widzę,że nie można ci ufać.-posłałem jej figlarny uśmiech.-Wbijasz nóż w plecy.-
-Taka jestem-podstępna i zła!-zaśmiała się,a ja przechyliłem głowę.
-A nie wyglądasz.-przyjrzałem się jej.Błysnęła szmaragdowymi oczami z tak znanym mi już zaciekawieniem.
-Uuu,więc na jaką wyglądam?-machnęła ogonem i skierowała uszy w moją stronę.
-Na napozorną słabuszkę.-zarechotałem.
-Ej!-zawołała Vivianne,przyciskając mnie mocniej.
-Okej,ooookej.-rzekłem żeby ją uspokoić.To nie była najwygodniejsza pozycja do rozmowy,ale nich nacieszy się swoim małym zwycięstwem.-Wyglądasz na lwicę z pazurem.-powiedziałem,powtrzymując śmiech.-A w sumie to masz ich 16.-parsknąłem.

<Vivianne?>

Od Lost'a

Zaśmiałem się cicho na widok ucieszonej lwicy. Na jej policzkach natychmiastowo pojawiły się rumieńce.
Spojrzałem w stronę Wielkiej Rzeki, tam będzie najwięcej zwierząt. Kiwnąłem głową na Loren, ta przytaknęła i ruszyła przodem.
W końcu wyszliśmy z dżungli, przed nami rozpościerała się przepiękna równina. Jej gładkości nic nie zakłócało, prócz akacji oraz baobabów.
Przy Rzece stało stado antylop. Momentalnie łapy się pode mną ugięły. Loren zrobiła dokładnie to samo. Powoli zaczęliśmy skradać się do antylop, łapy stawialiśmy pewnie, uważając na wszelkie patyki i różne liście. Okrążyliśmy stado, wybraliśmy słabą sztukę i przystąpiliśmy do ataku. Byliśmy niesamowicie zgrani, każdy ruch był starannie zaplanowany.
Skoczyliśmy jednocześnie na antylopę, Loren wbiła jej kły w szyję, zwierze zaczerpnęło ostatni raz powietrza, jego serce ostatni raz zabiło, po jego ciele ostatni raz przeszedł dreszcz. Umarło.

<Loren?>

środa, 3 lipca 2013

Od Lost'a

- Nie. - Pokręciłem przecząco głową.
- Więc kto jest Alphą? - lwica zadała kolejne pytanie.
- Ciekawość prowadzi do piekła, wiedziałaś?
- Zaryzykuję. - Uśmiechnęła się wyzywająco.
- Vivianne, moja siostra. Także już nie musisz być dla mnie taka miła. - Droczyłem się z nią.

<Shaunee?>

Od Vivianne

Przygryzłam dolną wargę. Lost przyglądał nam się zaskoczony, pierwszy raz ktoś pokazał mu, że wcale nie jest najlepszy.
- No idź już sobie! - pomachałam do niego łapą. Lew odwrócił się na pięcie i wyszedł pośpiesznie z jaskini.
- Ach, Vivianne, mamy w stadzie trzy kolejne lwice! - zawołał. Uniosłam brwi zdumiona. Nie spodziewałam się, że nasza gromadka tak szybko się rozrośnie.
- Koniec, puszczaj! - spróbowałam odepchnąć Force'a, ale ten ani drgnął. Muszę poćwiczyć, możliwe, że niebawem znów tak skończę. Uhuhu, jaka ja niegrzeczna!
- Poproś. - Force szczerzył się szeroko. Przyłożyłam łapę do głowy.
- Och! Nie mogę oddychać! - udałam kaszel.
- Nie poprosisz? - spytał.
- Proszę, zejdź ze mnie. - Uśmiechnęłam się lekko.

<Force?>

Od Loren

Już świtało. Dżungla zaczęła powracać do życia. W około rozbrzmiewał wesoły świergot ptaków. Obudziłam się obok wielkiego kamienia i lekko podniosłam głowę. Bardzo bolała. Nie pamiętałam nic z wczorajszej nocy. Jak ułamek sekundy przypominało mi się, że wieczorem rozpętała się straszliwa burza. Pioruny biły nie ubłagalnie. Uciekałam. Wpadłam do dżungli. Przedzierając się przez liany i drzewa musiałam boleśnie uderzyć głową o kamień i stracić przytomność.
Podniosłam się i leniwie przeciągnęłam. W brzuchu mi kiszki marsza grał. Wzbudził się we mnie instynkt łowiecki. Zaczęłam węszyć w powietrzu. Postawiłam uszy. Usłyszałam szelest. Użyłam jednej ze swoich mocy - niewidzialności, gdyż wyczułam, że to nie był ptak, hiena ani duży jeleń, to było coś w rodzaju lwa... chyba, że się pomyliłam. Przybrałam pozycję bojową. Mimo, iż byłam niewidzialna trochę ostrożności nie zaszkodzi.
Nie pomyliłam się. Z krzaków wyszedł dobrze zbudowany lew. Na początku zrobiłam wielkie oczy, lecz zaraz się otrząsnęłam. "To tylko lew, tylko lew..." mówiłam do siebie w myślach, "nic mi nie zrobi, chyba...". W zakłopotaniu zaczęłam energicznie cofać się do tyłu. Nagle jakby jakiś pech mnie opętał - stanęłam na gałązce, która pękła z trzaskiem.
- Kto tu jest? - zapytał ów lew i wyprężył grzbiet robiąc skupioną minę. Nie było na co czekać, trzeba było działać. Zakradłam się do niego od tyłu. Wzięłam rozpęd i skoczyłam mu na grzbiet, jednocześnie wbijając w nań pazury i powalając go na ziemie. Moja moc przestała działać i teraz lew mógł patrzeć na mnie do woli.
- Kim jesteś i co tu robisz? - zapytałam z warkotem w głosie. Lew najwyraźniej się mną nie przejął.
- To ja powinien się ciebie o to spytać - oznajmił spokojnie, jakby nigdy nic. Ja jednak nie traciłam pewności, że jest on szpiegiem, czy coś w tym stylu. Samiec próbował się spode mnie wydostać, jednak ja przycisnęłam go jeszcze mocniej. Przewrócił oczami. - Jesteś na terenach Pridelands, stada mojej siostry - kontynuował.
- Ja? - zdziwiłam się. Nagle cała śmiałość jakby ze mnie wyparowała. Zeszłam pokornie z lwa.
- Tak - kiwnął stanowczo głową, jakby nie chciał mnie tu więcej widzieć.
- To ja... - zająknęłam się i bez dalszych wymówek rzuciłam się do ucieczki. Zżerała mnie wewnętrzna rozpacz. Za domem i za tym, że te tereny były piękne i chciałam tu zostać, lecz były zajęte przez obce mi stado. Lew, czego się nie spodziewałam, gonił mnie wołając, abym się zatrzymała. W końcu stanęłam.
- Masz krzepę - podsumował mnie z uśmiechem. Odwróciłam się w jego stronę i centralnie spojrzałam mu w oczy.
- Jeśli chcesz mnie zabić, to zrób to teraz - powiedziałam, a do oczu zaczęły napływać mi słone łzy.
- Za co niby? - popatrzył na mnie jak na idiotkę.
- No... za to, że wtargnęłam na wasze tereny bez pozwolenia - odparłam z zakłopotaniem. Lew zaśmiał mi się w twarz.
- I myślisz, że za coś takiego od razu zabijamy? - zapytał z kpiną. Dopiero teraz zrozumiałam, że palnęłam głupstwo.
- Em... ja... - zaczęłam się jąkać.
- Możesz dołączyć jak chcesz - uśmiechnął się do mnie pogodnie. Tak jak każdy lew i lwica mnie onieśmielał, lecz on wyjątkowo. Zarumieniłam się.
- Tak, jeśli mogę - odpowiedziałam cicho.
- Jestem Lost - przedstawił się podając mi łapę.
- Loren - odparłam posyłając mu nieśmiały uśmiech. Zaburczało mi w brzuchu.
- Głodna jesteś? - spytał bez większego namysłu. Kiwnęłam głową. - To dobrze się składa, bo ja też. Idziemy na polowanie? - zadał mi pytanie, które chciałam usłyszeć od dłuższego czasu.
- Oczywiście! - ucieszyłam się.

<Lost, dokończysz?>

Nowa lwica! Powitajmy Loren!


Imię: Loren
Płeć: Lwica
Wiek: 2 lata
Stanowisko: Dowódca medyków
Charakter: Loren jest delikatną i spokojną lwicą. Każdy jej krok jest tak samo ostrożny, jak i pełny gracji. Najbardziej wyróżniającą się u niej cechą jest nieśmiałość. Mimo wszystko nie jest niezdarą, świetnie walczy. Bardzo ciężko jest się jej otworzyć przed innym lwem. Potrafi dusić w sobie zmartwienia całymi miesiącami. Matka nauczyła ją czegoś więcej, niż tylko czujność, lecz także miłość i poświęcenie dla innych. Zrobi wszystko, by tylko nikt z jej najbliższych nie cierpiał. Dla ukochanego lwa może zginąć. Wierna swoim postanowieniom, nie rzuca słów na wiatr.
Moce: Umiejętne posługiwanie się magią (w to wchodzi większość zaklęć). Blokada umysłu (jest odporna na czary, zaklęcia innych lwów, a także na czytanie w myślach). Uzdrawianie (jej pocałunki goją rany, a oddech zwalcza choroby itd). Tarcza ochronna (najczęściej tworzy ją z tego co w danym momencie znajduje się najbliżej; wody, liści, ognia, kamieni itd.). Niewidzialność (rzadko jej używa, jednak jej nieśmiałość powoduje, że przy niektórych lwach jest to często stosowana metoda unikania kontaktów, a czasem pomaga jej w polowaniach, lub samoobronie).
Partner: Brak, któż by ją chciał? Swoją drogą ona jest zbyt nieśmiała...
Potomstwo: Brak
Rodzina: Była jedynaczką. Matka i ojciec zmarli w tragicznych wypadkach.
Historia: Loren urodziła się w pokoju i zgodzie. Jednak kiedy tylko osiągnęła rok, życie zaczęło stawiać przed nią próby. Pewnego dnia jej ojciec wyruszył na polowanie i z niego nie wrócił. Potem... jakieś dwa miesiące później jej matka przypadkowo spadła ze skały, a jej ciało zostało sparaliżowane przez hieny. Loren nie potrafiła znieść tragicznych śmierci obu rodziców. W końcu postanowiła uciec z rodzinnego stada, gdyż kojarzyło się jej z bólem, śmiercią i nienawiścią. Długo wędrowała, aż w końcu znalazła Pridelands, gdzie przyjęła ją życzliwa alfa.
Właściciel: oluńcia

Od Force'a

Ziewnąłem.
-Pasjonujące.Ja nie mam ci nic do powiedzenia.-rzekłem przeciągle.Lwica była wyraźnie niezadowolona,a na jej pyszczek wpłynął wyraz złości.
-Hej,obiecałeś!-powiedziała zbulwersowana.
-Nic nie obiecywałem.Jestem zmęczony,do widzenia.-wypchnąłem Vivianne przed grotę.
-Ale...-
-Do zobaczenia.-przerwałem jej i zagłębiłem się w jaskini.Usiadłem i westchnąłem ciężko.Nowe stado,nowe znajomości.Gwar,którego tak mi brakowało przez 3 ostatnie lata.Położyłem się w kącie jaskini.Rozmyślałem o ojcu,o tym,jak się dla mnie poświęcił i jaki byłem głupi,że tak go zawiodłem.
-Nie odejdę tak łatwo.-Vivianne przerwała moje rozmyślania wkraczając hardo na mój -od niedawna,co prawda,ale...-teren prywatny.
-Możesz nie naruszać mojego 'magicznego' kręgu odosobnienia?-rzekłem znużony.
-Mogę,ale chcę i będę.-odparła stanowczo.Już leżała na ziemii przygwożdżona moimi łapami.Mój pysk znalazł się kilka centymetrów nad jej.
-O,naprawdę?Nie mam w zwyczaju toczyć bójek z lwicami,ale jeśli któraś jest bardzo upierdliwa...-zacząłem przyciszonym głosem,bijąc ogonem.
-Co robisz?!-kolejny 'ktoś' wtargnął do mojej jaskini.Nieproszony ktoś.
-Daje twojej siostrze nauczkę na przyszłe lata.-warknąłem na Lost'a.
-Ja tu jestem od dawania jej nauczek!-odparł i rzucił się na mnie,ale uchyliłem się zręcznie.
-Poćwicz celność.-rzuciłem przez ramię.Vivianne skorzystała z mojej nieuwagi i teraz ona była górą.Z łapami przyciśniętymi jej łapami niewiele mogłem zrobić.
-I kto tu króluje?-zapytała z wyższością,ale podciąłem jej tyle łapy i znowu ja byłem na górze.
-Ja.-uśmiechnąłem się z przekąsem.

<Vivianne?>

Od Shaunee

-Nie denerwuj się tak kochanie, złość piękności szkodzi-powiedziałam z zajadłym uśmieszkiem.
-Jestem spokojny-warknął lew.
-A więc...chętnie dołączę-powiedziałam i ruszyliśmy przez pustynne tereny.
-Pomóc ci się rozluźnić?-zapytałam, teraz już całkiem szczerze, bez ukrytych przesłań. Po prostu czułam, że lew jest spięty i zdenerwowany.
-Nie trzeba-warknął. Wywróciłam oczami.
-A jak masz na imię? Wyjawisz w końcu ta wielką tajemnicę?-zapytałam z lekką nutą sarkazmu.
-Lost-mruknął niechętnie.
-A więc Lost...jesteś tu Alphą?-dopytywałam się.

<Lost?>

Od Vivianne

Zmrużyłam oczy. Lew przyglądał mi się z lekkim uśmiechem.
- Dobra. Ostatecznie mogę ci powiedzieć. - Rzekłam urażonym tonem. - Ale pod jednym warunkiem.
- Jakiż jest to warunek?
- Odpowiesz mi na moje wcześniejsze pytanie. - Na mojej twarzy pojawił się wyzywający uśmiech.
- To się okaże. - Odparł jak zwykle pewny siebie.
- No więc, zdążyłam już odwiedzić Wielką Rzekę, rozmawiałam tam z pewną lwicą, nie wiem, może kłamała, ale ja jej uwierzyłam. Lost za to wybrał się na spacer po górach... No i zdał mi relacje, podobno jest tam pięknie. - Rozmarzyłam się na ułamek sekundy.
- A teraz ty. - Oznajmiłam w końcu.

<Force?>

Od Force'a

-Hmm,ciekawe.-mruknąłem.
-Co jest takiego ciekawego?-zapytała,przyglądając mi się.Usiadłem.
-Ciekawe jest to,że stacjonujecie tu od zaledwie jednego dnia,a już wiesz co gdzie jest.-przychyliłem głowę z zapytaniu.-Nie uważasz,że to interesujące?-uniosłem brew mierząc ją wzrokiem.
-Owszem,interesujące.-przytaknęła i zamilkła.Westchąłem.
-Więc może mi wyjaśnisz,jakim toż sposobem ogarnęłaś cały ten kraj w jeden zaledwie dzień?-zapytałem.
-A możesz mi powiedzeć,czemuż to mówisz jak szlachcic jakiś?-zagadnęła,kończąc pytanie wysokim tonem.
-Nie rozmawiamy teraz na tenże temat.-rzekłem,ale trudno było mi powstrzymać uśmiech.

<Vivianne?>

Od Lost'a

- Oto i twoja jaskinia. Rozgość się i w ogóle, już ci nie przeszkadzam. - Rzekłem patrząc z utęsknieniem w stronę wyjścia. - Później ktoś pokaże ci tereny, może to będę ja może Vivianne, to się okaże.
- Vivianne? - spytała lwica.
- Yhm, moja siostra, ona jest tu bossem, więc uważaj. - Odparłem.
- Zapamiętam to sobie. - Mruknęła do siebie i weszła w głąb jaskini. Odczekałem chwilę po czym wybiegłem na zewnątrz. Może teraz będę miał szansę na zostanie chwilę w samotności?

Od Vivianne

Przyglądałam się jedzącemu Force'owi. Nie przeszkadzałam mu, chyba.
- To jak? Idziemy na małą przechadzkę po terenach Pridelands? - spytałam kiedy skończył.
- Pridelands? - Force uniósł jedną brew.
- Owszem. - Przytaknęłam. - Nazwałam tak tą dolinę, w końcu wszystko musi się jakoś nazywać.
- Możliwe. Ale skąd pomysł na nazwę? - byłam z siebie dumna. Wciągnęłam lwa w jakąś rozmowę.
- Sama nie wiem, pomysł przyszedł mi do głowy ot tak. Podczas jednego z moich wieczornych spacerów. Może mi się tylko wydaję, ale myślę, że ta ziemia jest magiczna. Skrywa jakąś tajemnicę, jeszcze nie wiem czy raczej pozytywną, czy też może negatywną, ale to się okaże z czasem.
- Zajmujące. - Skwitował. Zaśmiałam się.
- No nie ważne, tam - wskazałam kierunek wschodni. - rozciągają się pasma Gór Wschodnich, jeszcze tam nie byłam, ale mam zamiar wybrać się kiedyś na małe zwiady. A tam - kiwnęłam głową w stronę zachodu - Wije się Wielka Rzeka. Dzięki niej nawet podczas pory suchej mamy wodę.

<Force?>

Od Ahsoki

Stado? Czemu by nie...Samej będzie mi ciężko przeżyć.
- A więc...?- Lew się niecierpliwił.
- Dołączę.
- No dobra, ale powiedz mi coś jeszcze.
- Co chcesz wiedzieć?
- Jak masz na imię, bo mnie łaskawie nie poinformowałaś.
- Ahsoka.
- No i już wszystko wiem...
Poczułam jak ktoś zagląda mi do głowy, domyśliłam się, że to Lost. Szybko zablokowałam jego moc.
- Ej...
- Zapamiętaj, mnie nie czyta się w myślach.
- No dobrze.
- Pokażesz mi gdzie będę mogła spać i w ogóle...?
- Chodź.
Ruszyłam za lwem, po kilku minutach marszu Lost się zatrzymał.

<Lost?>

Nowa lwica! Powitajmy Nesheri!


Imię: Nesheri ( czyt. Neszeri )
Płeć: Lwica
Wiek: 3 lata
Stanowisko: Zielarz
Charakter: Nesheri jest bardzo sympatyczną lwicą na zewnątrz, a kruchą w środku. Ukrywa w sobie smutek, który doznała przez siostrę. Czuje się poniżana. Ma dystans do innych. Nie łatwo jest zdobyć się na jej zaufanie. Pomimo tego jest bardzo miła. Śmiała i dowcipna. Sprawiedliwa i uczciwa. Wykazuje się odwagą i męstwem. Rozsądna. Opiekuńcza i troskliwa. Czasem woli pobyć w samotności niż z przyjaciółmi.
Moce: Telepatia i odporność na czytanie w myślach.
Partner: Brak.
Potomstwo: Brak.
Rodzina: Nie kontaktowała się z nią od roku. Nie wie czy żyje.
Historia: Nesheri żyła w niewielkim stadzie.Zawsze była poniżana, ponieważ była najmniejsza. Miała rok, a wyglądała jak szczenię. Miała tego dość i poszła rozmawiać z rodzicami. Jednak jej siostra Delga była pierwsza. Oskarżyła siostrę o kradzież wisiorka od ojca. Nesheri nie wytrzymała i uciekła. Po rocznej wędrówce i po przeżyciach w wielu stadach postanowiła spróbować w Pridelands.
Właściciel: Adhara741

Od Force'a

Mimo tego,że wiedziałem,iż obiad mam zapewniony,z wielkim uwagą i ostrożnością stawiałem łapy na ziemii.Nawet przy zwykłej przechadzce można doskonalić swoje umiejętności.
-Kogoś śledzisz?-zapytała ciekawsko lwica.
-Po prostu uważam na to co robię.-rzuciłem do głębi pochłonięty bezszelestnym poruszaniem się.
-Ciekawe.To twoja pasja,takie doskonalenie się?-zagadnęła.
-Mhm.-odparłem,nieodrywając wzroku od łap.
-Słuchasz mnie w ogóle?-lwica coś tam ględziła,a ja zdawałem słyszeć się cichy szept natury,który podpowiadał mi co i jak.
-Dziś zjadłam płetwonurka na śniadanie.-jej słowa ledwo do mnie dochodziły.
-Mhm.-odparłem.
-Tak myślałam.-usłyszałem westchnięcie i ocknąłem się.-Jesteśmy.-rzekła jakby ze zmęczeniem w głosie.

<Vivianne?>

wtorek, 2 lipca 2013

Od Vivianne

Zaśmiałam się cicho.
- Chodź... Em... - zmarszczyłam brwi.
- Force. - Odparł już spokojnie. Uśmiechnęłam się przyjaźnie.
- Więc, chodź, Force. Mam tu małe zapasy, Lost sam będzie musiał sobie coś upolować - wzruszyłam ramionami.
- Lost? - uniósł brew. Pokiwałam głową.
- Owszem, to mój brat.
- Zdążyłem już go poznać. - Przyjrzałam się dokładniej Force'owi. Był dobrze zbudowanym, przystojnym lwem. Nie wyglądał na biegacza, raczej na jakiegoś mięśniaka - w przeciwieństwie do mojego braciszka. Force wydawał się być odważny i pewny siebie.
- To cudownie, teraz poznasz mnie! - zawołałam radośnie. - Więc, jestem Vivianne, Lost jest moim starszym bratem, niedawno tu przybyliśmy. Nie mieliśmy zamiaru zakładać stada, ale chyba jednak tak postąpimy.
- Zajmujące. - Skwitował. Uśmiechnęłam się i wstałam.
- Dobra, dzisiaj zjemy obiad u mnie. - Zażartowałam. Drogę do jaskini przeszliśmy w milczeniu.

<Force?>

Od Lost'a

Potrząsnąłem głową, zmroziłem ją wzrokiem i podszedłem bliżej.
- Słuchaj, nie próbuj na mnie tych swoich żałosnych sztuczek. - Syknąłem. Lwica natychmiast spoważniała. - Jeśli chcesz sobie żartować to droga wolna, ale idź z tym to mojej siostrzyczki. Tej lepszej, tej dobrej i tej kochającej, a dla twojej wiadomości to ja jestem ten zły.
- Nie wyglądasz na złego. - Powiedziała nieśmiało.
- To dobrze, że nie słyszysz moich myśli, nie wiesz co działo się przedtem, zmieniłabyś o mnie zdanie.
- Możliwe. - Zmarszczyłem brwi. Lwica nawet się nie zdenerwowała moim wybuchem.
- Dobra, to dołączasz do stada? - spytałem.

<Shaunee?>

Od Lost'a

Podszedłem do lwicy. Z nieukrywaną niechęcią wciągnąłem ją sobie na grzbiet. Podszedłem do jakiegoś strumyczka i ochlapałem ją wodą. Zmierzyła mnie wzrokiem.
- Nie podziękujesz? - uniosłem brew.
- Za co? - warknęła. Westchnąłem ciężko.
- Uratowałem ci życie. Ale skoro nie potrzebujesz pomocy - machnąłem lekceważąco łapą i wstałem. - to do widzenia. Mam nadzieję, że... - urwałem. - Nie ważne.
- Zabawne. W każdym bądź razie, jeśli ci tak zależy to dziękuję.
- Cudownie! Teraz jestem taki szczęśliwy! - zamrugałem teatralnie. - Dobra, a tak poważnie. Jestem Lost i tak dalej, chcesz dołączyć do stada? - wysiliłem się na coś, co kształtem miało przypominać uśmiech.

<Ahsoka?>

Od Force'a

W nos uderza mnie zapach strachu.Na ugiętych łapach kroczę powoli wśród zarośli,a moje oczy prześlizgują się po pozornie spokojnm krajobrazie.Jeden szelest,zdaje się nic nieznaczący ruch...Zgrabnie przeskakuję pomiędzy pnączami,maksymalnie wyginając swoje ciało.Niczego nieświadoma ofiara żyje codziennością,nie wiedząc,że ten dar straci już za kilka chwil.Przyspieszam kroku,zachowując jednocześnie dystans."Zgraj się z harmonią lasu.Poczuj go."-słowa ojca dźwięczą mi w uszach.Zastygam,iedy znajduję się w odległości skoku.Mrużę oczy i napinam mięśnie,oddycham płytko,kurczę się w sobie.Nagle antylopa nieruchomieje i podrywa się do szaleńczego biegu,natomiast ja ląduje twardo na ziemii,brodą żłobiąc bruzdę w podłożu.Sekundę później spada na mnie coś miękkiego,ale ciążkiego.Podrywam się momentalnie i wyzwalam od ciężaru,odbiegając na parę metrów.Smukła lwica o atletycznej budowie i długich,zgrabnch łapach,karmelowej maści i szmaragdowych,duzych oczach także wstaje.Mrużę oczy i zaczynam warczeć,obnażając kły.Chodzimy wokół siebie po niewidzialnym okręgu mierząc się wzrokiem.Ja nieufnym,podejrzliwym,z nutką złości,ona z zaciekawieniem.
-Kim jesteś?-rzuca z nieudolnie ukrywaną ciekawością.
-Lewm,którego pozbawiłaś obiadu.-mówię z przekąsem,bijąc ogonem na prawo i lewo.

<Vivianne?>

Od Shaunee

Wędrowałam dniami i nocami. Biegłam przed siebie, moja energia zdawała się być niewyczerpanym źródłem. Moje życie diametralnie się odmieniło. Ale nie tak, jak chciałam.
***
Tsa...ciekawe. Minął już niecały rok od tamtego wydarzenia, a ono wciąż bolało. Westchnęłam i skuliłam się za krzakiem. Po chwili skoczyłam na niespodziewającą się ataku antylopę. Reszta stada uciekła. Zabrałam się do jedzenia. Zawsze wtedy mogłam w spokoju rozmyślać.
-Hej!-usłyszałam za sobą krzyknięcie. Odwróciłam się szybko i przełknęłam kęs mięsa. Z mojego pyska wydobyło się wrogie warknięcie.
-Czego?-zapytałam agresywnie.
-Co tutaj robisz?-odparł pytaniem na pytanie lew.
-Jem. Przerwałeś mi posiłek, więc teraz idź sobie-mruknęłam, jednak nie odwróciłam się. Lew wciąż tam stał.
-Nie chciałam tego robić-powiedziałam i sprawiłam, że złagodniał i był spokojny.
-Kim jesteś?-zapytał z błogim uśmiechem na pysku. Roześmiałam się na ten widok, powściagliwie, ale jednak. Pierwszy raz od roku.
-Shaunee. A ty?-spytałam.

<Lost?>

Od Ahsoki

Był piękny dzień, ptaki śpiewały, lwiątka bawiły się dookoła, słońce miło grzało. a wiatr targał sierść. Szkoda by było zmarnować taki wspaniały poranek, a zwłaszcza, gdy jest się głodnym. Szybko wybiegłam z jaskini na tereny łowieckie stada, upolowałam zebrę i najadłam się do syta.
Do domu postanowiłam wrócić inną drogą, dłuższą, szkoda byłoby marnować taką pogodę, a zwłaszcza, że ostatnio dość często padało.
Szłam przez wąwóz, dawno tam nie byłam, a było to moje ulubione miejsce do zabaw.
Po chwili w oddali zobaczyłam jakieś ciało. Podeszłam bliżej, moim oczom ukazał się bolesny widok martwego ojca. Miał rozmaite rany.
- Tam!
Usłyszałam głos z oddali. Odwróciłam głowę i ujrzałam grupkę lwów. Szybko do mnie podbiegła, była tam moja matka, wujek i inne lwy ze stada.
- To ona!- Warknął wuj.
- Co ja?
- Zabiłaś własnego ojca!
- Co?! Nie! To nie ja!
- Jak to chcesz to nam udowodnić?!
- On tu już leżał, dopiero przyszłam...
- Kłamiesz!
- Nie! Nie zabiłabym własnego ojca. Kochałam go!
- Kłamiesz!
- Nie kłamię!- Zaczęłam płakać.
- To jak wyjaśnisz krew na twoim pysku i łapach?!
- Byłam na polowaniu.
- Nie wierzę Ci! Zabiłaś go!
- Nie! To nie ja! Mamo...wierzysz mi prawda...?
Lwica odwróciła głowę. Nie mogłam w to uwierzyć, moja matka mi nie wierzy.
- Zabierzcie ją!
Rozkazał wuj. Lwy mnie otoczyły. Ruszyliśmy w stronę naszej skały. Tam dokonał się mój wyrok...
- Zabiła Króla!- Wołały głosy różnych zwierząt.
- Zabić ją!- Zwierzęta nie odstępowały.
- NIE! Nie zgodzę się na jej śmierć!- Powiedziała moja matka.
- W takim razie! WYGNANIE!- Krzyknął wuj.
Zwierzęta wpadły w radość. Wiwatowały temu.
- Ahsoko. Odejdź stąd i nigdy nie wracaj, jeśli tylko pokażesz się na naszej ziemi, zginiesz.
Spuściłam głowę i zaczęłam biec przed siebie.
***
Wędrowałam dniami i nocami, aby odnaleźć nowy dom. Byłam strasznie słaba, na obcych terenach nie było żadnej zwierzyny, nie miałam co jeść.
W pewien upalny dzień zemdlałam na środku jakiegoś pustkowia.

<Lost?>

Nowa lwica - Shaunee!


Imię: Shaunee (Shau)
Płeć: Lwica
Wiek: 3 lata
Stanowisko: Dowódca Zwiadowców
Charakter: Shau to lwica nieufna i skryta. Nie lubi kłamców i hipokrytów. Jest waleczna i cicha. Nigdy nie zdradzi przyjaciela ani stada. Boi się miłości, jest powściągliwa w relacjach z innymi lwami.
Moce: Wizje przyszłości, Moce Nocy, Niewidzialność, Sterowanie uczuciami innych.
Partner: Brak
Potomstwo: Brak
Rodzina: Nie żyje
Historia: Shau urodziła się w nieiwelkim stadzie. Była radosną młodą lwicą, uwielbiała zabawę i miała grono przyjaciół. Pewnego dnia, kiedy miała 2 lata, jej partner wymordował całe stado oprócz niej, chcąc przejąć władzę. Shaunee uciekła i zawędrowała aż tutaj.
Właściciel: Ohayo

Od Lost'a

Udało się, Vivianne zgodziła się tu zostać. Wreszcie mieliśmy nasze miejsce na ziemi. Może tu będziemy bezpieczni? Osobiście uważam, że przytrafiło nam się w życiu wystarczająco złych rzeczy.
Usiadłem na wielkiej skale. W oddali zauważyłem stada przeróżnych zwierząt, to dobrze. Nie będziemy głodować.
'A co jeśli przybędą tu inne lwy?' - w umyśle Vivianne pojawiła się owa myśl. Uniosłem brwi. Dobrze wiedziałem co będzie trzeba zrobić. Będziemy musieli walczyć.
Nagle usłyszałem jeszcze inne myśli, których przedtem nie było. Warknąłem zaniepokojony i zacząłem ostrożnie skradać się do przybysza.
Między wysokimi trawami poruszała się jakaś postać. Miała ciemną sierść, wiedziała już, że ktoś ją śledzi. Nie zaatakuję go z zaskoczenia, to by było nie fair...
Wyprostowałem się. Lew natychmiastowo spojrzał w moją stronę i odsłonił zęby.
- Co ty tu robisz? - warknąłem.
- Stoję. - Odparł chłodno. Zaśmiałem się, już go lubię.
- Cudownie. Łapy cię nie bolą, od tego stania?
- Tak się składa, że nie. - Ciągle był ostrożny. Ja już odrzuciłem stres, może właśnie to go bardziej zdenerwowało? Nie miałem w tamtej chwili pojęcia, lew zablokował swój umysł.
- Jestem Lost. - Przedstawiłem się.
- Force. - Odrzekł. Skinąłem lekko głową.
Teraz na pewno go nie zaatakuję, chyba nie miałbym z nim szans. Wyglądał na silnego i pewnego siebie. Może zaproponuję mu dołączenie do nas? Co na to Vivianne? A z resztą, nie ma nic do gadania, jestem starszy. To silny argument.
- Em, Force, chciałbyś dołączyć do... Stada? - spytałem niepewnie.

<Force?>

Nowa lwica! Oto Ahsoka!


Imię: Ahsoka
Płeć: Lwica
Wiek: 3 lata
Stanowisko: Zwiadowca
Charakter: Kiedyś bardzo radosna i przyjazna lwica. Teraz skryta, ciężko jest się do niej zbliżyć, jednak gdy już komuś uda to się, przyjazna i oddana. Bardzo uparta, nie warto jej do niczego przekonywać, bo i tak to nie przyniesie żadnego efektu. Potrafi być naprawdę groźna, rana jaką nosi po wygnaniu i obwinianiu je o coś czego nie popełnia nie daje o sobie zapomnieć. Czasami bardzo ją ponosi i działa emocjami, a nie zdrowym rozsądkiem.
Moce: Telekineza. Władza nad żywiołami. Niewidzialność. Teleportacja. Blokada mocy innych.
Partner: Brak
Potomstwo: Brak
Rodzina: Ojciec nie żyje, a reszta się jej wyrzekła
Historia: Była księżniczką w jednych ze stad. Pewnego dnia wybrała się na polowanie. Gdy zjadła postanowiła wracać do domu, jednak je powrót przerwało pewne wydarzenie. Przed nią znalazło się zmasakrowane i nieżywe ciało jej ojca, gdy je zobaczyła szybko do niego podbiegła. W tym samym czasie przybiegła reszta stada. Zaczęli ją obwiniać o zabójstwo Króla, Ahsoka wybraniała się jak tylko mogła, jednak nie udało jej się wybronić. Została wygnana ze stada.
Właściciel: Wista111

poniedziałek, 1 lipca 2013

Nowy lew! Powitajmy Force'a!


Imię: Force
Płeć: Lew
Wiek: 4 lata
Stanowisko: Dowódca Wojowników
Charakter: Force jest nie do zdarcia.Silny,waleczny,odważny,mężny to tylko kilka z jego dobrych cech.Jest oddanym towarzyszem,chociaż nie lubi tłumów.Woli czas spędzać w samotności na doskonalenie samego siebie.Zadziorny i stanowczy,jednocześnie bardzo pewny siebie i swoich możliwości.Honor ponad siły to jego zasada numer jeden.Jest lojalny wobec przyjaciół,chociaż ciężko spodziewać sie z jego strony miłego gestu ot,tak sobie.I uwierzcie-nikt a nikt nie chciałby mieć w nim wroga.
Moce: Moc Cienia,Blokada Myśli,Moce Wojownicze,Zmiennokształt
Partner: -
Potomstwo: -
Rodzina: Nikt z jej członków nie żyje
Historia: Ojciec przekazał Force'owi całą swoją wiedzę,zanim został zabity w straciu z najsilniejszym lwem w stadzie.Lew postanowił pomścić ojca i tak też się stało.Został wybrany na przywódcę stada,ale on nie chciał władzy,tylko zemsty.Odszedł,bo jego dawne stado przypominało mu ojca,który poświęcił się dla niego.
Właściciel: Depresja.

niedziela, 30 czerwca 2013

I co teraz?

Lost był wkurzający od małego, ale dziś pobił sam siebie. Nawrzeszczałam na niego, prawie go zabiłam, ale oczywiście on nic sobie z tego nie robi. Nie wie, że jesteśmy w niebezpieczeństwie, nie obchodzi go to. Możemy zginąć, pewnie, to nie była jego wina! Nie!
- Jesteś draniem. Nie znajdę innego, lepszego określenia. To pasuje do ciebie idealnie. - Warknęłam. Głos miałam przesączony nienawiścią. W tamtym momencie byłam pewna, że zaraz eksploduję.
- No i co z tego? Ja cię nie wyzywam, a mam więcej powodów do złości niż ty. - Odparł beztrosko. Zacisnęłam zęby. Z moich ust posypał się stek, stłumionych przekleństw. Raz czy dwa uderzyłam Lost'a.
- Przestań już mnie bić i tak nic nie czuję. Lepiej rozejrzyjmy się nad jakimś miejscem...
- CO?! Przecież... - zamknęłam oczy i zaczęłam głęboko oddychać. Chciałam się uspokoić, ale obok Lost'a było to niemożliwe. - Lost, dosłownie dziesięć minut temu powiedziałam dokładnie to samo. Odparłeś, że nie ma sensu, powinniśmy iść dalej, wzdłuż tej rzeki. - Wskazałam głową na błękitną taflę wody.
- Być może, ale w moich ustach te słowa brzmią lepiej. - Wzruszył ramionami. Spojrzałam na niego  z politowaniem, ruszyłam przodem.
Dzień powoli dobiegał końca, słońce chowało się za chmury rzucając na ziemię ostatnie promyczki nadziei. Przyszedł zmierzch, zasiewając grozę oraz niepewność. To właśnie zmierzch zwiastował nadejście nocy, a noc wiązała się ze śmiercią.
- Magiczny krąg życia. - Mruknął Lost. Znów podsłuchał moje myśli! Kretyn.
- Jak zwykle niczym się nie przejmujesz, hm? Taki odważny... - zacmokałam z dezaprobatą. - Uważaj, bo w nocy przyjdzie straszny potwór i cię pożre! - Lost zatrzymał się natychmiast. Spiorunował mnie wzrokiem, odruchowo cofnęłam się kilka kroków.
- Lost, przepraszam... - w moich oczach pojawiły się łzy.
- Najpierw pomyśl, potem mów. - Odrzekł chłodno. Teraz on prowadził.
Nie powinnam wracać do tej historii, to był cios poniżej pasa. A on był taki szczęśliwy...
- PRZESTAŃ! - nocną ciszę przeciął krzyk przepełniony bólem. Zaczęłam myśleć o czym innym, nie wracałam do tego.
                                                                                  ***
Obudziłam się w jakiejś jaskini. Słońce było już wysoko na niebie.
- Dzień dobry. - Uśmiechnęłam się szeroko.
- Jak dla kogo. - Odpowiedział mi spokojny głos. Wyszczerzyłam się jeszcze szerzej, po czym przeciągnęłam się.
- Vivienne, zostańmy tu. - Usłyszałam cichutki szept. Zmarszczyłam brwi.
- No dobrze, ale co cię skłoniło do tej decyzji?
- Nie wiem, tak jakoś... - odrzekł jeszcze ciszej. Cóż, chyba nikt go nie zrozumie, ale ja postaram mu się pomóc.