Uśmiechnąłem się i posłusznie zszedłem z jej łap.Obróciłem się do niej tyłem z triumfalnym uśmieszkiem na pysku,kiedy poczułem ciężar na plecach.I znowu leżałem.A ojciec mówił,żebym nie lekceważył żadnego przeciwnika...
-Ha!-Vivianne wyprężyła się dumne stojąc nade mną.
-Widzę,że nie można ci ufać.-posłałem jej figlarny uśmiech.-Wbijasz nóż w plecy.-
-Taka jestem-podstępna i zła!-zaśmiała się,a ja przechyliłem głowę.
-A nie wyglądasz.-przyjrzałem się jej.Błysnęła szmaragdowymi oczami z tak znanym mi już zaciekawieniem.
-Uuu,więc na jaką wyglądam?-machnęła ogonem i skierowała uszy w moją stronę.
-Na napozorną słabuszkę.-zarechotałem.
-Ej!-zawołała Vivianne,przyciskając mnie mocniej.
-Okej,ooookej.-rzekłem żeby ją uspokoić.To nie była najwygodniejsza pozycja do rozmowy,ale nich nacieszy się swoim małym zwycięstwem.-Wyglądasz na lwicę z pazurem.-powiedziałem,powtrzymując śmiech.-A w sumie to masz ich 16.-parsknąłem.
<Vivianne?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz