Ziewnąłem.
-Pasjonujące.Ja nie mam ci nic do powiedzenia.-rzekłem przeciągle.Lwica była wyraźnie niezadowolona,a na jej pyszczek wpłynął wyraz złości.
-Hej,obiecałeś!-powiedziała zbulwersowana.
-Nic nie obiecywałem.Jestem zmęczony,do widzenia.-wypchnąłem Vivianne przed grotę.
-Ale...-
-Do zobaczenia.-przerwałem jej i zagłębiłem się w jaskini.Usiadłem i westchnąłem ciężko.Nowe stado,nowe znajomości.Gwar,którego tak mi brakowało przez 3 ostatnie lata.Położyłem się w kącie jaskini.Rozmyślałem o ojcu,o tym,jak się dla mnie poświęcił i jaki byłem głupi,że tak go zawiodłem.
-Nie odejdę tak łatwo.-Vivianne przerwała moje rozmyślania wkraczając hardo na mój -od niedawna,co prawda,ale...-teren prywatny.
-Możesz nie naruszać mojego 'magicznego' kręgu odosobnienia?-rzekłem znużony.
-Mogę,ale chcę i będę.-odparła stanowczo.Już leżała na ziemii przygwożdżona moimi łapami.Mój pysk znalazł się kilka centymetrów nad jej.
-O,naprawdę?Nie mam w zwyczaju toczyć bójek z lwicami,ale jeśli któraś jest bardzo upierdliwa...-zacząłem przyciszonym głosem,bijąc ogonem.
-Co robisz?!-kolejny 'ktoś' wtargnął do mojej jaskini.Nieproszony ktoś.
-Daje twojej siostrze nauczkę na przyszłe lata.-warknąłem na Lost'a.
-Ja tu jestem od dawania jej nauczek!-odparł i rzucił się na mnie,ale uchyliłem się zręcznie.
-Poćwicz celność.-rzuciłem przez ramię.Vivianne skorzystała z mojej nieuwagi i teraz ona była górą.Z łapami przyciśniętymi jej łapami niewiele mogłem zrobić.
-I kto tu króluje?-zapytała z wyższością,ale podciąłem jej tyle łapy i znowu ja byłem na górze.
-Ja.-uśmiechnąłem się z przekąsem.
<Vivianne?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz