Był piękny dzień, ptaki śpiewały, lwiątka bawiły się dookoła, słońce miło grzało. a wiatr targał sierść. Szkoda by było zmarnować taki wspaniały poranek, a zwłaszcza, gdy jest się głodnym. Szybko wybiegłam z jaskini na tereny łowieckie stada, upolowałam zebrę i najadłam się do syta.
Do domu postanowiłam wrócić inną drogą, dłuższą, szkoda byłoby marnować taką pogodę, a zwłaszcza, że ostatnio dość często padało.
Szłam przez wąwóz, dawno tam nie byłam, a było to moje ulubione miejsce do zabaw.
Po chwili w oddali zobaczyłam jakieś ciało. Podeszłam bliżej, moim oczom ukazał się bolesny widok martwego ojca. Miał rozmaite rany.
- Tam!
Usłyszałam głos z oddali. Odwróciłam głowę i ujrzałam grupkę lwów. Szybko do mnie podbiegła, była tam moja matka, wujek i inne lwy ze stada.
- To ona!- Warknął wuj.
- Co ja?
- Zabiłaś własnego ojca!
- Co?! Nie! To nie ja!
- Jak to chcesz to nam udowodnić?!
- On tu już leżał, dopiero przyszłam...
- Kłamiesz!
- Nie! Nie zabiłabym własnego ojca. Kochałam go!
- Kłamiesz!
- Nie kłamię!- Zaczęłam płakać.
- To jak wyjaśnisz krew na twoim pysku i łapach?!
- Byłam na polowaniu.
- Nie wierzę Ci! Zabiłaś go!
- Nie! To nie ja! Mamo...wierzysz mi prawda...?
Lwica odwróciła głowę. Nie mogłam w to uwierzyć, moja matka mi nie wierzy.
- Zabierzcie ją!
Rozkazał wuj. Lwy mnie otoczyły. Ruszyliśmy w stronę naszej skały. Tam dokonał się mój wyrok...
- Zabiła Króla!- Wołały głosy różnych zwierząt.
- Zabić ją!- Zwierzęta nie odstępowały.
- NIE! Nie zgodzę się na jej śmierć!- Powiedziała moja matka.
- W takim razie! WYGNANIE!- Krzyknął wuj.
Zwierzęta wpadły w radość. Wiwatowały temu.
- Ahsoko. Odejdź stąd i nigdy nie wracaj, jeśli tylko pokażesz się na naszej ziemi, zginiesz.
Spuściłam głowę i zaczęłam biec przed siebie.
***
Wędrowałam dniami i nocami, aby odnaleźć nowy dom. Byłam strasznie słaba, na obcych terenach nie było żadnej zwierzyny, nie miałam co jeść.
W pewien upalny dzień zemdlałam na środku jakiegoś pustkowia.
<Lost?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz