Wędrowałam dniami i nocami. Biegłam przed siebie, moja energia zdawała się być niewyczerpanym źródłem. Moje życie diametralnie się odmieniło. Ale nie tak, jak chciałam.
***
Tsa...ciekawe. Minął już niecały rok od tamtego wydarzenia, a ono wciąż bolało. Westchnęłam i skuliłam się za krzakiem. Po chwili skoczyłam na niespodziewającą się ataku antylopę. Reszta stada uciekła. Zabrałam się do jedzenia. Zawsze wtedy mogłam w spokoju rozmyślać.
-Hej!-usłyszałam za sobą krzyknięcie. Odwróciłam się szybko i przełknęłam kęs mięsa. Z mojego pyska wydobyło się wrogie warknięcie.
-Czego?-zapytałam agresywnie.
-Co tutaj robisz?-odparł pytaniem na pytanie lew.
-Jem. Przerwałeś mi posiłek, więc teraz idź sobie-mruknęłam, jednak nie odwróciłam się. Lew wciąż tam stał.
-Nie chciałam tego robić-powiedziałam i sprawiłam, że złagodniał i był spokojny.
-Kim jesteś?-zapytał z błogim uśmiechem na pysku. Roześmiałam się na ten widok, powściagliwie, ale jednak. Pierwszy raz od roku.
-Shaunee. A ty?-spytałam.
<Lost?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz