Udało się, Vivianne zgodziła się tu zostać. Wreszcie mieliśmy nasze miejsce na ziemi. Może tu będziemy bezpieczni? Osobiście uważam, że przytrafiło nam się w życiu wystarczająco złych rzeczy.
Usiadłem na wielkiej skale. W oddali zauważyłem stada przeróżnych zwierząt, to dobrze. Nie będziemy głodować.
'A co jeśli przybędą tu inne lwy?' - w umyśle Vivianne pojawiła się owa myśl. Uniosłem brwi. Dobrze wiedziałem co będzie trzeba zrobić. Będziemy musieli walczyć.
Nagle usłyszałem jeszcze inne myśli, których przedtem nie było. Warknąłem zaniepokojony i zacząłem ostrożnie skradać się do przybysza.
Między wysokimi trawami poruszała się jakaś postać. Miała ciemną sierść, wiedziała już, że ktoś ją śledzi. Nie zaatakuję go z zaskoczenia, to by było nie fair...
Wyprostowałem się. Lew natychmiastowo spojrzał w moją stronę i odsłonił zęby.
- Co ty tu robisz? - warknąłem.
- Stoję. - Odparł chłodno. Zaśmiałem się, już go lubię.
- Cudownie. Łapy cię nie bolą, od tego stania?
- Tak się składa, że nie. - Ciągle był ostrożny. Ja już odrzuciłem stres, może właśnie to go bardziej zdenerwowało? Nie miałem w tamtej chwili pojęcia, lew zablokował swój umysł.
- Jestem Lost. - Przedstawiłem się.
- Force. - Odrzekł. Skinąłem lekko głową.
Teraz na pewno go nie zaatakuję, chyba nie miałbym z nim szans. Wyglądał na silnego i pewnego siebie. Może zaproponuję mu dołączenie do nas? Co na to Vivianne? A z resztą, nie ma nic do gadania, jestem starszy. To silny argument.
- Em, Force, chciałbyś dołączyć do... Stada? - spytałem niepewnie.
<Force?>